Media

Kraków: muzeum nie chce wystawiać dzieł.
"No bo nie..."

Świetna kolekcja sztuki współczesnej warta 3 miliony złotych, nie ma swojego miejsca w Krakowie. Leży w magazynie i zobaczyć jej nie można. Pracami najwybitniejszych współczesnych artystów nie jest zainteresowane nowo powstałe Muzeum Sztuki Współczesnej (MOCAK) przy ul. Lipowej 4, które tak wielkiej kolekcji nie ma. Dlaczego? No bo nie!

Dzieła zgromadzone przez Fundację Sztuki Współczesnej (powołaną przez sejmik województwa) kupowane były od 2004 roku. - W ramach współpracy województwa z ministerstwem - podkreśla były wicemarszałek Małopolski Leszek Zegzda. Marszałkiem województwa małopolskiego był wtedy Janusz Sepioł, dziś senator PO. - W ramach ministerialnego programu "Znaki Czasu" tworzone były regionalne kolekcje sztuki współczesnej. Otworzyliśmy więc fundację i jej działalność w połowie finansowaliśmy z budżetu - przypomina Sepioł. Drugą połowę dokładało Ministerstwo Kultury. - Nasze wybory były trafne. Mamy prace takich artystów, którzy później osiągnęli wielki sukces - zauważa Sepioł. Wśród 50 nazwisk są m.in. Wilhelm Sasnal, Marta Deskur, Mirosław Bałka, Monika Sosnowska, Jarosław Modzelewski, czy Marek Chlanda.

Wszystkich prac fundacja ma 400. - To bardzo dobra kolekcja. Widziałam ją kilka razy. Przy okazji pierwszej wystawy pokazany został obraz Leona Tarasewicza - wspomina Zofia Gołubiew, dyrektorka Muzeum Narodowego. - Dzieła klasyków, jak Bałka i całej plejady wybitnych artystów, jak Sasnal, tworzą jedną z lepszych kolekcji sztuki współczesnej - ocenia Andrzej Starmach, historyk sztuki, właściciel Galerii Starmach.
Niestety, te świetne zbiory zalegają w magazynach Ośrodka Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora "Cricoteka" i prezentowane są okazjonalnie. - To wielka szkoda, że nie można ich zobaczyć w całości - ubolewa Starmach. - To efekt konkurencji prezydenta z marszałkiem. Polityka polityką, a sztuki szkoda - konkluduje. Marszałek chętnie przekazałby kolekcję do nowego gmachu Muzeum Sztuki Współczesnej. - Bo jest to najlepsze dla niej miejsce - nie ma wątpliwości były wicemarszałek Małopolski Leszek Zegzda.

Problem w tym, że muzeum przy Lipowej gardzi tak cennym darem. Jego dyrektorka Anna Maria Potocka jest sceptycznie nastawiona do tego pomysłu. - Darowizna zapewne nie wchodzi w grę, a depozyt ma to do siebie, że z czasem mógłby być nam odebrany - obawia się Potocka. Dodaje, że nie przewiduje dla dzieł miejsca w przygotowywanych na wiosnę wystawach. - Tylko jeśli propozycje będą zbieżne z interesem naszego muzeum, jestem gotowa do współpracy - rzuca enigmatycznie.
Ręce umywa też Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa. - Prezydent powołał kompetentne osoby zarządzające muzeum, aby one ustalały takie szczegóły - mówi Marcin Kandefer, rzecznik prasowy prezydenta .

Tak więc "szczegóły" warte 3 mln złotych nadal będą zalegały magazyny "Cricoteki". Ze smutkiem patrzy na te zagrania Marek Świca, wicedyrektor Muzeum Narodowego. - W Poznaniu i w Łodzi połączenie działalności takich fundacji z miejskimi muzeami sztuki było możliwe - komentuje.
Prezes Małopolskiej Fundacji Sztuki Współczesnej Jan Trzupek zapewnia, że kolekcja będzie rozwijana. Dodaje, że nie będzie jej na siłę oddawać komuś, kto jej nie chce.

Magda Wrzos-Lubaś

13 grudnia 2010

^ do góry