Media

Galeria w Sukiennicach, Kraków

Luźny magazyn

Jana Matejkę zastąpił Mirosław Bałka, a Jacka Malczewskiego - Wilhelm Sasnal. Sukiennice stały się przechowalnią małopolskich kolekcji sztuki współczesnej.

Wystawa Wreszcie nowa! Małopolskie kolekcje sztuki nowoczesnej prezentuje zbiory trzech instytucji: Małopolskiej Fundacji Muzeum Sztuki Współczesnej, Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Niepołomicach oraz Galerii Bunkier Sztuki. To w sumie ponad 300 prac, poczynając od malarstwa, przez instalacje i fotografie, na wideo art kończąc.


Bernhard J. Blume Uczynić kapitał twórczym?, 1982

Wśród obiektów eksponowanych w Sukiennicach są m.in. dzielą: Rafała Bujnowskiego, Marty Deskur, Stanisława Dróżdża, Edwarda Dwurnika, Koji Kamoji, Leona Tarasewicza, Zbigniewa Libery czy Piotra Uklańskiego. Ich prace prowadzą dialog z historycznym wnętrzem galerii XIX w. Na ścianach pozostały nie tylko "duchy" wiszących dotychczas obrazów, ale także dwa wielkie dzieła - Bitwa pod Racławicami Jana Matejki i Pochodnie Nerona Henryka Siemiradzkiego. Prace wchodzą w interakcje, rozmawiają, stając się tym, co w Krakowie jest szczególnie lubiane - dyskusją pomiędzy tradycją i nowoczesnością.

Krakowska ekspozycja jest znakiem czasów. Stara się relacjonować to, co w sztuce polskiej przełomu XX i XXI w. najciekawsze. Przykładem mogą być prace przedstawicieli Grupy Ładnie. Artyści ją tworzący, rozwijający swoje indywidualne kariery, stali się najbardziej chodliwym towarem eksportowym polskiej sztuki. Nazwa oddaje w skrócie artystyczne zainteresowania i dążenia jej członków - do tworzenia sztuki realistycznej, współczesnej i atrakcyjnej wizualnie. Obrazy, grafiki, komiksy i filmy członków grupy zawierały od początku elementy realizmu bezkrytycznego, banalizmu oraz głębokiej ironii. Ładniści, zafascynowani różnymi przejawami współczesnej kultury masowej, materialnej i plastycznej, w swoich pracach wykorzystują chętnie gotowe wizerunki (kadry z telewizji, gier komputerowych, gazet, żurnali i druków reklamowych), ale też często dokumentują autentyczne wydarzenia z prywatnego życia: oglądanie telewizji, chodzenie na zakupy i na randki, fragmenty rozmów. Dążenie do prostoty, komunikatywności i fabularności widać również w pracach wchodzących w skład kolekcji Bunkra - Lekarz powiedziat Marcina Maciejowskiego czy Malowanie Rafała Bujnowskiego.

Możemy tu także zobaczyć część atelier fotograficznego Melonik Roberta Kuśmirowskiego, "mistrza imitacji", który odtworzył studio z pierwszej połowy XX w. Stara fotografia, która często traktowana jest jako stylowe dopełnienie wnętrza pubu, stała się dla artysty punktem wyjścia dla poszukiwania krakowskiej tradycji. Kuśmirowskiemu, sięgającemu do epizodu miejsca, w którym obecnie mieści się galeria Potocka, udało się wskrzesić tradycję, ducha tej przestrzeni. Na początku ubiegłego stulecia ten lokal był siedzibą "usług fotograficznych". Wychodząc od tej, pozornie nieistotnej, historii artysta wykreował nową rzeczywistość. Stworzył wehikuł czasu i przeniósł nas do przeszłości.


Piotr Lutyński - Ptasia Kolumna / Bird Column (tryptyk / triptych), 2005


Krištof Kintera, Revolution, 2005

Doskonale prezentuje się również instalacja Oskara Dawickiego - rodzaj tablicy z klepsydrami, na której umieścił nazwiska przypominające te z pierwszych stron gazet (Jolanta Kwaśniewska, Pedro Almodóyar, Jerzy Urban, Czesław Miłosz). Czy możemy sobie wyobrazić świat bez ich obecności? Jak by wyglądał? Na każdej z klepsydr Dawicki umieszcza ten sam tekst: Wyobraź sobie, że za sprawą Wielkiej Tajemnicy odszedł od nas na zawsze. Przywiązanie do emblematycznych nazwisk obiegu kulturalnego sprawia, że przestajemy wyobrażać sobie świat bez ich udziału. Jakby oni stali się warunkiem koniecznym jego istnienia.


Janek Simon - Krakowiacy lubią czystość: Obiekt I (1/6) / Cracovians Like Tidiness: Object I (1/6), 2005

Dopełnieniem ekspozycji są prace autorów zagranicznych, jak choćby rzeźba Reuolution Kriśtofa Kintera. Oto widzimy małego chłopca, ubranego w błękitną bluzę i jeansy, stojącego przy ścianie. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że jedynym zajęciem tego małego człowieczka jest... rozbijanie głową muru. Przy akompaniamencie odgłosów rodem z kuźni lub placu budowy stajemy się świadkami mozołu i trudu, który nadając sens życiu rodzi nadzieję, jak zwykle płonną. Efektu możemy się domyślać oglądając kawałki kruszejącego muru. Ale ściana wciąż piętrzy się zarówno przed widzem, jak i przed małym destruktorem. Sztuka dogadza chaosowi. Sprzyja ciągłemu burzycielstwu, chcąc na nowo budować rzeczywistość, bo zastany świat ciągle nie spełnia oczekiwań artystycznej wyobraźni.

Dobrze, że w kolekcji znalazło się miejsce na tych artystów, którzy dopiero niedawno weszli w obieg artystyczny, jak Małgorzata Markiewicz, która tka swoje prace ze strzępków realności. Jej twórczość to nie tylko dialog z rzeczywistością, lecz także z tradycją polskiej tkaniny artystycznej. W jej sztuce często pojawiają się rzeczy, które można założyć. Zestaw spódnic z wyhaftowanymi słowami polskich piosenek dziecięcych to ukłon w stronę codzienności wpisujący się w definicję sztuki kobiecej. Krzątanina, szycie i zabawy z dziećmi to rzeczywistość wielu polskich pań domu. I to właśnie one stają się cichymi bohaterkami, które Markiewicz wpisuje w panoramę swojej sztuki.

Aneta Grzeszykowska i Jan Smaga skomponowali plan mieszkania mieszczącego się przy ul. Żytniej. Projekt powstały w rezultacie żmudnego, komputerowego montażu dziesiątek zdjęć każdego pokoju. Zestawione w formie planu, pozwalają oglądać bądź raczej podglądać. Wkraczamy w prywatne przestrzenie, przyglądamy się biegnącemu przez kolejne pokoje zwykłemu życiu przeciętnego Polaka. Nie ma tu poprawiania i ubarwiania. Koloryt tym zdjęciom nadaje codzienność. Półmisek z owocami wabiącymi barwą, ażurowa kompozycja kuchenki gazowej, warstwy wiader w łazience, a nawet geometryczna posadzka - wszystko wydaje się atrakcyjne, choć to zwyczajne wnętrze polskiego mieszkania. W tym sensie są dokumentem "czasu Wielkiego Brata".

Niestety w kilku miejscach aranżacja autorstwa Aleksandra Janickiego uniemożliwia właściwy odbiór niektórych prac. 500 x 40 x 40 Mirosława Balki, czyli rzeźba z klepek podłogi legendarnej Galerii

Foksal, to jedna z najlepszych propozycji w kolekcji Znaków Czasu. Praca nie tylko odwołuje się do tradycji wyjątkowego miejsca, w którym kreowany był obraz polskiej sztuki współczesnej. Nawiązuje także do elementu architektonicznego, jakim jest kolumna. Ten szczegół w przeszłości pełnił rozmaite funkcje. Obserwując jej wrastanie w historię sztuki trudno oprzeć się wrażeniu, że na przemian przeplatały się jej funkcje konstrukcyjne, symboliczne i dekoracyjne. O ile bowiem architekci starożytnej Grecji dbali o to, by pionowe linie kolumn nie atakowały przestrzeni poza organizmem świątyni i zmuszali je do podtrzymywania stropu, o tyle Niekończąca się kolumna Brancusfego jest już "tylko" metaforą dążenia ku metafizycznej doskonałości. Mariaż tych znaczeń sprawił, że 500 x 40 x 40 jest wręcz emblematyczną pracą dla poszukiwań znaczenia sztuki współczesnej. Sól, symbol przetrwania czy raczej zakonserwowania, elegancko mówiąc, jest jak okruchy pamięci o jednym z najważniejszych "miejsc sztuki". Wielka szkoda, że ta "wieża" ginie gdzieś w gąszczu instalacji, na których wisi część ekspozycji. Ale nie jest to na szczęście na wystawie regułą. W wielu miejscach tak skomponowana prezentacja broni się, nie przytłaczając prac.


Piotr Uklański, Autoportret

Widoczna jest również duża dysproporcja w doborze prac z poszczególnych kolekcji. Tylko 20 pochodzi z małopolskiej kolekcji Znaków Czasu. Przecież to jeden z najlepszych takich zbiorów w Polsce. Brak niektórych dziel jest wręcz rażący, np. instalacji Ćwiczenia neoplastyczne Grzegorza Sztwiertni. To jedna z najlepszych prac tej kolekcji. Wielka szkoda, że na wystawie znalazł się tylko model pracy Moniki Sosnowskiej. Oryginał z kolekcji gości właśnie na wystawie w Berlinie. To nie jest ekspozycja muzealna. To raczej rodzaj luźnego magazynu, przypisu do przyszłego Muzeum Sztuki Współczesnej. Chcemy pokazać, czym będzie mogło dysponować budując swoją ekspozycję. Wystawa ta jest jednocześnie rodzajem argumentu społecznego, fetory ma przekonać publiczność, że sztuka wspólczesna jest nie tylko narzędziem postępu cywilizacyjnego, ale także świetnym znakiem promocyjnym - mówi Maria Anna Potocka, kuratorka wystawy.

Uzupełnieniem ekspozycji jest także prezentacja projektu Przewodnik, prowadzonego przez Ewę Małgorzatę Tatar i Dominika Kurytka w Muzeum Narodowym. Możemy oglądać dokumentację Wyjścia Joanny Rajkowskiej, czyli zaproszenia wszystkich pracowników Muzeum na piknik przy krakowskich Błoniach, a także Spotkania Eli Jablońskiej, która zaprosiła do "świątyni sztuki" samotne matki z dziećmi. Jest także świetna inscenizacja Kto się boi Bar-netta Newmana Huberta Czerepoka, nawiązująca do ekstremalnych działań wobec sztuki. Wielka szkoda, że te dokumentacje prezentowane są tylko w przedsionku. Muzeum odważnie wyszło naprzeciw sztuce współczesnej i z tą samą odwagą te projekty powinny być pokazywane.

Z pewnością wystawę odwiedzić warto. Chociażby po to, żeby się przekonać, że Kraków na gwałt potrzebuje Muzeum Sztuki Współczesnej. Mamy bardzo dobre kolekcje, których nie ma gdzie pokazywać. Szkoda, że zatarte zostały granice poszczególnych zbiorów. Myślę, że ciekawsze byłyby pokazy poszczególnych kolekcji. Łatwiej moglibyśmy tropić "znaki współczesności" i strategie budowania poszczególnych zbiorów.

Łukasz Gazur

[lipiec/sierpień 2007]

^ do góry