Media

Dwa lata szesnastki

Co dalej z programem Ministerstwa Kultury "Znaki czasu"?

W ciągu dwóch lat udało się powołać lokalne towarzystwa Zachęty, zaangażować samorządy i stworzyć zalążki ciekawych kolekcji sztuki najnowszej. Dlatego ze zdziwieniem, ale i niepokojem przyjęto nagłą decyzję o zwolnieniu pracowników odpowiedzialnych dotychczas w Narodowym Centrum Kultury za realizację "Znaków Czasu".  

W 2004 roku Ministerstwo Kultury, kierowane wówczas przez Waldemara Dąbrowskiego, ogłosiło program "Znaki czasu". W szesnastu województwach miały powstać regionalne kolekcje sztuki współczesnej – zalążki przyszłych instytucji zajmujących się sztuką najnowszą. Odwołano się przy tej okazji do tradycji XIX-wiecznego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, stąd potoczna nazwa: "regionalne Zachęty."

Zamysł ministra Dąbrowskiego budził rozmaite wątpliwości, a zakładany rozmach mógł rodzić podejrzenia o megalomanię. A jednak w ciągu dwóch lat udało się nie tylko powołać lokalne towarzystwa i zaangażować w pomysł samorządy, ale także stworzyć zalążki ciekawych kolekcji. Dlatego ze zdziwieniem, ale i niepokojem przyjęto nagłą decyzję o zwolnieniu pracowników odpowiedzialnych dotychczas w Narodowym Centrum Kultury za realizację "Znaków Czasu". Pojawiły się pytania, jaki będzie dalszy los tego programu, czy kolekcje nadal będą rozbudowywane, co stanie się z planowanymi inwestycjami w nowe muzea czy centra kulturalne.

Zwykła ekstrawagancja?  

Pomysł tworzenia regionalnych zbiorów sztuki – nawiązujący bezpośrednio do inicjatywy francuskich Fonds Regional d’Art Contemporain (FRAC), powołanych w 1983 roku – był dla większości zaskoczeniem. Trudno jednak było nie chwalić zamysłu przeznaczenia przez państwo środków na zakupy dzieł sztuki najnowszej. Od początku lat 90. niemal w ogóle nie nabywano ich do polskich zbiorów publicznych. Powstała ogromna wyrwa, a nieliczne placówki, które różnymi sposobami pozyskiwały dzieła powstałe w ostatnich latach (białostocki Arsenał, Muzeum Górnośląskie w Bytomiu czy instytucje stołeczne: Zachęta, Centrum Sztuki Współczesnej, Fundacja Zbiorów Sztuki Współczesnej Muzeum Narodowego), to raczej wyjątki potwierdzające regułę. A przecież, nie bezzasadnie, można mówić o dobrych czasach dla polskich artystów. Prace niektórych z nich są coraz chętniej kupowane przez zagranicznych kolekcjonerów i zachodnie muzea, by wspomnieć tylko o londyńskiej Tate Modern, która przed kilku laty włączyła do stałej ekspozycji instalację Mirosława Bałki, zaś do nowej edycji stałej kolekcji – obraz Wilhelma Sasnala.

Przy okazji tworzenia "Znaków Czasu" pojawiło się jednak wiele wątpliwości. Czy konieczne było powoływanie aż tylu nowych instytucji? Czy nie wystarczyłoby powiększanie kolekcji istniejących muzeów i działających od lat Biur Wystaw Artystycznych, które mają już siedziby, a więc możliwość eksponowania nabywanych prac i ich przechowywania? Czy powołanie owych "Zachęt" nie grozi rozproszeniem i tak relatywnie niewielkich środków? Czy nie doprowadzi do niepotrzebnej konkurencji? Co więcej, czy nowe Zachęty nie zaprzepaszczą szansy na uzupełnienie znaczących braków w istniejących już zbiorach?

Za powołaniem zalążków przyszłych instytucji zajmujących się sztuką najnowszą przemawiały doświadczenia innych krajów. W ostatnich dwóch dekadach powstało wiele nowych muzeów i ośrodków kultury, otwartych na powstającą obecnie sztukę (z całą rozmaitością jej form), mniej skażonych konserwatyzmem, nieodłącznie chyba związanym z tradycyjnymi instytucjami muzealnymi. Te nowe miejsca często przyczyniły się do ożywienia zaniedbanych terenów, pełniąc nie tylko funkcje kulturalne, ale też... ekonomiczne.  

 Pod różnymi nazwami 

Przy tworzeniu regionalnych Zachęt nie sposób było uniknąć pytania o ich charakter. Czy ma powstać sieć kierowanych centralnie, podobnych do siebie kolekcji, czy też całą inicjatywę mają przejąć środowiska miejscowe? I czy będą one potrafiły – jak chciało ministerstwo – wybierać do kolekcji "dzieła sztuki najwyższej jakości." Czy zdołają uniknąć nacisków środowisk miejscowych i uciec od tworzenia instytucji prezentujących sztukę polską według lokalnych związków twórczych i koterii artystycznych?

Ostatecznie uniknięto powoływania regionalnych Zachęt według jednej sztancy, pozostawiając inicjatorom opracowanie charakteru kolekcji, a także określenie relacji z istniejącymi już placówkami. Poszczególne kolekcje miały stworzyć pewien "narodowy zasób sztuki współczesnej" nie powielając zastawów prac tych samych artystów, ale na zasadzie komplementarności.

Każda z nowopowstałych Zachęt (które ostatecznie przyjęły bardzo różne nazwy oficjalne) otrzymała od ministerstwa jedno lub nawet kilka dzieł sztuki. Znalazły się wśród nich prace twórców nieżyjących (Grotowski, Szapocznikow), artystów już kanonicznych (Sempoliński, Dwurnik, Tarasewicz), ale też młodych, debiutujących w ostatniej dekadzie (Maciejowski). Pierwsze dary miały dookreślić charakter poszczególnych kolekcji, jednak nie zawsze znalazło to odzwierciedlenie w kolejnych zakupach.

W niektórych ośrodkach skupiono się przede wszystkim na zbieraniu sztuki lokalnej (Kielce, Opole), w innych tego zakorzenienia nie rozumiano tak dosłownie. Na Śląsku nacisk położono na sztukę związaną z regionem (nabyto m.in. świetne fotografie Zofii Rydet), ale znalazło się też miejsce na dzieła chociażby Cezarego Bodzianowskiego czy Jerzego Truszkowskiego.

W Lublinie oparcia szukano w tamtejszych tradycjach sztuki awangardowej: wśród pierwszych zakupów znalazł się obraz Włodzimierza Borowskiego, członka pamiętnej Grupy Zamek, i prace artystów związanych z działającą w latach 70. Galerią Labirynt, później z BWA, a wreszcie z instytucjami młodszymi (takimi jak Galeria Biała czy Kont). Nie oznaczało to wyłącznie zakupu dzieł artystów lubelskich – nabyto prace Dominika Lejmana, Zofii Kulik, Józefa Robakowskiego czy Leona Tarasewicza.

W Krakowie za datę graniczną przyjęto połowę lat 90., skupiając się przede wszystkim na sztuce XXI wieku. W kolekcji znaleźli się Mirosław Bałka, Grzegorz Sztwiertnia, Grupa Azzorro, a więc głośne zjawiska sztuki ostatnich lat. Ale też, jak podkreśla prezes małopolskiej Zachęty Jan Trzupek, twórcy tej kolekcji starają się uzupełnić zbiory o to, co przynależy do Krakowa, a jednocześnie do tej pory było tu słabo obecne lub przemilczane. Podaje przykład Marka Chlandy, którego prace najpierw kupiła krakowska Zachęta, a dopiero potem tamtejsze Muzeum Narodowe. W Gdańsku skupiono się na bardziej tradycyjnych przejawach sztuki, nabywając m.in. prace Jerzego Tchórzewskiego, Teresy Pągowskiej, Tomasza Tatarczyka czy Aldony Mickiewicz.

Inną drogą poszła Zachęta podlaska, traktując swe zbiory jako dopełnienie kolekcji sztuki ostatnich dwóch dekad, stworzonej przez tamtejszą Galerię Arsenał. Wśród artystów, których prace zakupiono, znaleźli się m.in. Paweł Althamer, Oskar Dawicki, Laura Pawela, Joanna Rajkowska, Jadwiga Sawicka, Julita Wójcik czy Artur Żmijewski. Podobną zasadę przyjęła początkowo wielkopolska Zachęta, nabywają prace uzupełniające kolekcję poznańskiego Muzeum Narodowego. Nabyto kilka rzeźb Aliny Szapocznikow, obrazy Andrzeja Wróblewskiego i Stanisława Kubickiego. Jednak, gdy wyczerpały się możliwości ekspozycyjne, tamtejsza Zachęta zmieniła swój profil, szukając miejsca dla sztuki w przestrzeni publicznej. Pierwsze prace – Piotra Kurki i Izabeli Gustowskiej – znalazły się na poznańskim lotnisku Ławica.

Co ciekawe, niektóre Zachęty pragną wyjść swymi kolekcjami poza granice Polski: podlaska nabyła cykl fotografii Wiktora Maruszczenki, krakowska – pracę Siergieja Czajki. Ta ostatnia planuje także zakup prac artystów z Czech i Słowacji. Nabywanie sztuki sąsiadów planuje również ośrodek lubelski.

Regionalne Zachęty tworzono wedle różnych wzorów: śląska została powołana przy działającej już wcześniej Fundacji dla Śląska; na Podlasiu Zachęta związana jest (także personalnie) z tamtejszą Galerią Arsenał; w Krakowie kierują nią tamtejsi krytycy i historycy sztuki, ale fundację zajmującą się tworzeniem kolekcji powołał małopolski samorząd wojewódzki.

Zachęty różnie też widzą swoją przyszłość instytucjonalną. Niektóre ośrodki myślą o stworzeniu lokalnych Centrów Sztuki Współczesnej. W Toruniu będzie ono gotowe do końca 2007 roku. O takim ośrodku poważnie myślą także władze samorządowe Małopolski. Bardzo ambitny jest projekt łódzki, przewidujący modernizację terenów pofabrycznych i przeznaczenie ich m.in. na siedzibę tamtejszej Zachęty. Na Śląsku planuje się stworzenie nowego centrum kultury, w którym znajdą pomieszczenie także śląskie zbiory sztuki. Białostoccy samorządowy wspominają o nowej siedzibie dla tamtejszego Arsenału. O nowych muzach myślą też m.in. w Gdańsku i Szczecinie. Inni (np. w Opolu) pragną wspierać istniejące już placówki, albo (jak w Poznaniu) szukać dla sztuki przestrzeni mniej konwencjonalnych.

Jednak w zamyśle chodziło nie tylko o stworzenie kolekcji, ale o rozwinięcie całego programu działań edukacyjnych, wystawienniczych i wydawniczych. Przede wszystkim zaś o wciągniecie do współpracy lokalnych władz samorządowych oraz prywatnego biznesu. Tym bardziej, że początkowo środki finansowe przekazywane przez Ministra wynosiły najwyżej 50 proc. kwoty przeznaczonej na kolekcję – resztę każda Zachęta musiała pozyskać samodzielnie. Później ten wymóg ograniczono do zapewnienia 10 proc. wkładu własnego. W wielu przypadkach udało się pozyskać znaczące fundusze: małopolska Zachęta wydała dotychczas na zakupy 980 tys., wielkopolska – półtora miliona, śląska – 850 tys. Ale były też mniejsze kwoty. Udało się uruchomić społeczności lokalne, o czym świadczyć mogą deklaracje samorządów o budowie siedzib dla powstających właśnie kolekcji.  

Mniej niż patriotyzm? 

Bilans dwóch lat programu "Znaki Czasu" nie jest jednoznaczny. Można oczywiście narzekać na jakość niektórych kolekcji. Jak zauważyła Dorota Jarecka, regionalne Zachęty "rządzą się wedle reguł demokracji. To nie zawsze oznacza dzieła z najwyższej półki" ("Gazeta Wyborcza", 3.02.2006). Jednak nie wolno zapominać, że po raz pierwszy w nowej RP władze zdecydowały się przeznaczyć tak znaczne środki na zakupy sztuki najnowszej. Nie mniejsze znaczenie ma zmiana sposobu kolekcjonowania: do nowych zbiorów trafiła fotografia, video, instalacje, a więc sztuka operująca nowymi środkami wypowiedzi. To istotne novum, jeżeli pamięta się o tradycyjnych kolekcjach polskich muzeów. Udało się coś jeszcze: przyczyniono się do rozwoju rynku sztuki współczesnej w Polsce.

Dzisiaj jednak problemem nie jest stan tej czy innej Zachęty. Podjęta nagle decyzja nowego kierownictwa Narodowego Centrum Kultury zmusza do zadania pytania o przyszłość regionalnych kolekcji a także poważnych i ambitnych planów inwestycyjnych. Tym bardziej, że szef NCK Marek Mutor z rozbrajającą szczerością przyznał się "Gazecie Wyborczej" (22.03.2006), iż podejmując swoją decyzję nie zapoznał się z dotychczasową działalnością tego programu.

Także budżet programu uległ ograniczeniu. W roku 2005 wynosił 4 mln zł (chodzi o program "operacyjny"), a w bieżącym tylko 2,5 mln zł. W porównaniu z innymi programami Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa ("Promocja czytelnictwa" – 38,5 mln., "Promocja twórczości" – 40 mln., "Patriotyzm jutra" – 5 mln.) wygląda to dość skromnie. W dodatku od roku ze środków tych mogą korzystać nie tylko regionalne Zachęty, ale także inne instytucje, w tym muzea.

Minister Kazimierz Michał Ujazdowski zapewniał do tej pory, że projekt "Znaki Czasu" będzie kontynuowany. Można mieć nadzieję, że poza konserwowaniem dziedzictwa nadal znajdzie się miejsce na kulturę dzisiejszą, choć może nie jest ona ulubiona domeną tych, którzy dzisiaj rządzą.

Tu powstaje pytanie o kontynuację prac regionalnych Zachęt bez wsparcia z funduszy centralnych. Waldemarowi Dąbrowskiemu marzyło się przywrócenie tradycji mecenatu artystycznego, w tym tego lokalnego. Czy to się udało? Opinie na ten temat podzielone. W śląskiej Zachęcie są przekonani, że nawet bez poparcia Warszawy tutejsza kolekcja nadal będzie powiększana. Co więcej, jak podkreśla Irena Fugalewicz: "Naszym zdaniem, ogromnym walorem programu »Znaki Czasu« było właśnie uruchomienie mecenatu artystycznego. To jest konkret, a biznes lubi konkrety. Dać pieniądze na coś widocznego i, co tu kryć, pozwalającego poprawić wizerunek firmy jako orędownika kultury." Jednak nawet ona dodaje: "Idzie to opornie, tym bardziej, że pieniądze zarobione na Śląsku – i nie tylko, bo rzecz dotyczy całej prowincji – dzielą centrale w Warszawie, które poza Warszawą nie widzą świata. Biznes miejscowy pomaga jak może, chociaż sztuka nie jest jego ulubionym dzieckiem." Pełni dobrych myśli są też członkowie Zachęty małopolskiej. Ufają, że zaangażowanie tamtejszego samorządu okaże się trwałe.

 Ale można też usłyszeć sądy mniej optymistyczne: bez przykładu ministerstwa samorządy chętnie wycofają dotychczasowe wsparcie. Również dla prywatnych sponsorów ważny jest znak Ministerstwa Kultury. Monika Szewczyk, kierująca Zachętą podlaską, podkreśla, że "»Znaki Czasu« miały szansę zmienić myślenie o sztuce współczesnej, podnieść jej autorytet. Zaprzestanie tego programu będzie miało skutki katastrofalne". Tym bardziej, chciałoby się dodać, że żadnych obyczajów nie sposób zbudować w ciągu dwóch lat.

 PIOTR KOSIEWSKI
jest historykiem sztuki. Publikuje m.in. w "Tygodniku Powszechnym", "Kresach", Więzi", "Znaku".

nr 18/2006 z 30 kwietnia 2006

^ do góry